Rok temu, dokładnie w piątą rocznicę katastrofy elektrowni atomowej w Fukushimie, wylądowaliśmy w Japoniii. W paszportach przybito nam wizę pokrytą nic niemówiącymi nam krzaczkami i przez najbliższe dwa tygodnie mogliśmy się cieszyć pobytem w kraju kwitnącej wiśni. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że największym szokiem z którym przyjdzie się nam zmierzyć, to nie kosmiczne toalety czy uwielbienie kawaii, ale zwyczaje związane z kulturą pracy.

Picture

Udało nam się załapać na początki Hanami - święta kwitnących wiśni


Bezsenność w Tokio

Po ponad godzinie dotarliśmy na tokijski Azabu-Jūban, gdzie mieliśmy mieszkać przez najbliższe kilka dni. W Japonii nie ma jednoznacznego sposobu na numerowanie mieszkań, więc odnalezienie naszego mieszkania zajęło chwilę. Znaki rozpoznawcze: sklep 7eleven, mała szintoistyczna kapliczka ukryta w ścianie budynku, i wreszcie wejście do kamienicy przez tajemniczą kwiaciarnie.

Następnego dnia bardzo wczesna pobudka - nasz zegar biologiczny niewątpliwie utknął w Europie. Snucie się po Tokio o piątej nad ranem nie ma większego sensu, więc wybraliśmy się na kawę do pobliskiego konbini. Sprzedawca wydając resztę odprawia zadziwiający rytuał pełnych zawstydzenia podziękowań, pokłonów i celebracji banknotu jenowego. Zanim Tokio obudzi się na dobre, my, po pierwszej kawie, gotowi jesteśmy na jego podbój.

Picture

W Japonii nie umrzesz z pragnienia. Maszyny z kolorowymi napojami znajdziesz nawet w najmniejszej prowincjonalnej wiosce. W wielu małych restauracjach jedzenie również można zamówić przez maszynę - posiłek dostarczany jest już tradycyjną metodą, wprost od kucharza.


Jeden naprawdę długi dzień

Po intensywnym dniu zwiedzania stolicy wracamy do mieszkania wykończeni, tuż po dziesiątej wieczorem. Postanawiamy zrobić zakupy na jutrzejsze śniadanie. Znowu obsługuje nas ten sam chłopak, znowu grzecznie wydaje nam resztę pielęgnując kupieckie grzeczności i nieśmiało się uśmiecha kojarząc już nasze twarze. Następnego dnia sytuacja się powtarza. Zaczynamy kalkulować. Czy ten chłopak kiedykolwiek śpi?

Kiedy rano zaglądamy do sklepu zamiast sprzedawcy za kasą widzimy uśmiechniętą dziewczynę. W odróżnieniu od swojego kolegi z pracy mówi po angielsku, więc od razu zagadujemy. Eiko, bo tak jej na imię, codziennie do swojej pracy w konbini dojeżdża niemal półtora godziny w jedną stronę. Jej kolega, Takeshi, szczęściarz jak na tutejsze standardy, mieszka w okolicy.

Codziennie pracują po 12-13 godzin, ale w dobrym tonie jest pozostać w pracy jeszcze dłużej. Gdy opowiadała o swoim trybie życia i pracy, biła od niej niekłamana duma. Dziewczyna cieszy się, że właśnie tak może służyć społeczeństwu i wykonywać dobrą pracę. Jeśli nic się nie zmieni, zapewne spędzi większość swojego życia w sklepie w Azabu-Jūban.

Picture

Tutaj nawet koci hycel jest kawaii


"Gwóźdź, który wystaje będzie wbity w ścianę"

W popularnym wyobrażeniu Japonia to kraj barwnie ubranej młodzieży, dziwnej mody i jeszcze dziwniejszych trendów kultury masowej. Te kolorowe jednostki to niewielki procent społeczeństwa, który oparł się kulturowo narzuconemu konformizmowi. Społeczeństwo wciąż jednak będzie dążyć, aby te “wystające gwoździe” wbić…

Podróżując po Japonii widzimy poukładane, silnie hierarchiczne społeczeństwo, podążające z góry wyznaczoną im ścieżką. Praca jest ich codziennością od kiedy przekroczą próg przedszkola. W japońskich szkołach każde dziecko, rotacyjnie, pełni inną rolę w codziennym cyklu funkcjonowania szkoły. Dzieci zajmują się czyszczeniem toalet i klas lekcyjnych, pielęgnacją przyszkolnego ogródka, obieraniem warzyw do wspólnego posiłku, aż po serwowanie dań w czasie przerwy obiadowej. W japońskiej klasie każdy ma jasno wyznaczoną rolę i nie ma miejsca indywidualizm.

Wypoczęty jak Japończyk

Spotykamy się ze znajomym pracującym od kilku lat w jednej z firm technologicznych w Tokio. Zasiadłszy w typowej izakaya, gdzieś w imprezowej dzielnicy Shibuya, zaczynamy dopytywać o jego wrażenia z pracy w kraju kwitnącej wiśni. Sala szybko zapełnia się drażniącym dymem, bo nasi sąsiedzi namiętnie kopcą papierosy - w Japonii można palić niemal wszędzie. Kolega jest jednym z niewielu europejczyków w oddziale firmy, i jak sam przyznaje, ma z tego powodu sporo przywilejów. W przeciwieństwie do swoich japońskich kolegów ma ciche przyzwolenie na wyjście z pracy przed szefem. Pomimo, że pracuje codziennie (jedynie!) 9-10 godzin to jego wyniki pracy są zdecydowanie wyższe od kolegów spędzających w pracy niemal cały dzień.

Picture

Po lewej, salaryman z dzielnicy biznesowej i typowe miejsce na szybki ramen. W telewizji ulubiony sport japończyków - baseball. Po prawej, przypomnienie o przepisach BHP (tu akurat zgaduję!;).


Karōshi

Znajomy cieszy się również z większej liczby dni urlopu niż statystyczny Japończyk. W ciągu roku może wybrać 16 dni wolnego, kiedy większość otrzymuje 10-11 dni urlopu w roku. Największym szacunkiem cieszą się ci pracownicy, którzy przez przez lata nie wykorzystali ani jednego z dnia urlopu. Warto też dodać, że w Japonii nie istnieje chorobowe w europejskim tego słowa znaczeniu. Każdy dzień L4 zabierany jest z puli urlopowej.

Stąd już o krok do karōshi czyli śmierci z przepracowania. Rząd japoński wpadł ostatnio na pomysł przymusowego urlopu tzw. “Premium Friday”. Nie, nie jest to dodatkowy dzień dorzucony do puli urlopowej. Pracownicy są zmuszani do zużycia jednego dnia wolnego z ich 11 dni urlopowych w roku. Więcej o tym posłuchacie tutaj.

Picture

Japońska mama z synkiem na zawodach sumo w Kioto.


"Trzy rzeczy, o których każdy pracownik powinien zapomnieć: dom, rodzina i własny interes."

To wydawać by się mogło na wskroś nowoczesne społeczeństwo w rzeczywistości zakorzenione jest mocno w patriachalnej tradycji. Kobiety po wyjściu za mąż porzucają studia lub pracę. Szanse, że kiedyś do nich wrócą są niewielkie. Mąż, salaryman, spędza w pracy i na dojazdach większość swojego dojrzałego życia. Obowiązkowym elementem pracy jest wyjście na sake z szefem (temu nie można odmówić) i kolegami z zespołu. Pozostaje potem jedynie przespać się w biurze i poczekać do kolejnej zmiany w pracy. Dzieci wychowywane są właściwie tylko przez kobiety, ojca widując od święta. Te natomiast narzucają na dzieci chorobliwą wręcz presję na jak najlepsze wyniki w szkole, żeby tak jak i ojciec, w przyszłości mogły bez problemu wtłoczyć się w “formę” salarymana. I koło się zamyka.

Powrót

Z Japonii wróciliśmy bogatsi o doświadczenie hanami, widoku małp śnieżnych radośnie pływających w górskich ciepłych źródła, o zapach kadzideł z setek świątyń, które przyszło nam zobaczyć w Kioto, ale także ciężsi o kilka kilo w skutek codziennego zajadania się przepysznym ramenem. Na naszym obrazie kraju kwitnącej wiśni jest jednak rysa. W dwa tygodnie nie sposób zrozumieć kulturę i kult pracy tego azjatyckiego narodu. Nie nam, gaidzinom, ją oceniać, ale od powrotu do Europy wciąż nie mogę zapomnieć historii Eiko i Takeshi, oraz milionów innych takich jak oni żyjących w Nippon.